Piekło-niebo, piekło-niebo, piekło-niebo...
Jaki kolor ma zazdrość? Może zielony - bo mówi się przecież "pozielenieć z zazdrości". A złość? Może jest czerwona? A gniew? Brunatno-złoty? Jaki kolor ma smutek? Czy na pewno jest niebieski? Może spowity jest żałobną czernią, albo jest biały jak śnieg? A może niebieski to kolor nadziei i miłości? Jak można pokazać emocje na ekranie? Czy da się sprawić, by - poza mimiką i gestami - nabrały konkretnych kolorów i kształtów?
Mam taką małą słabość do filmów z pobocznym tematem przewodnim w postaci koloru. Wiecie o czym mówię? O drobiazgach. Pozornie mało istotnych szczegółach - utrzymanych w tym samym kolorze - które nieoczekiwanie tworzą atmosferę całego dzieła. Nie będę tu pisać o trylogii Kieślowskiego, bo to oczywiste. Ale inne filmy?
W"Amelii" Jeuneta to był czerwony. Czerwone malinki na paluszkach i wycinanka, czerwona słomka, czerwona była czapeczka krasnala podróżującego po całym świecie i czerwone sitko do przecedzania makaronu. W "Great Expectations"Cuaróna to był zielony. Zielone były stroje noszone przez Gwineth Paltrow i jej zwariowaną ciotkę Norę Dinsmoor (świetna Anne Bancroft), zielony był napis "phone" na budce telefonicznej, ktoś trzymał zielony notes, pił z zielonej filiżanki...
Ostatnio obejrzałam ponownie "Między Niebem a Piekłem" Vincenta Warda i odkryłam, że ten film ma piękny kobaltowy odcień. Niebieskie są w nim płatki kwiatów, zaścielających cmentarz i niebieska jest chustka na głowie opłakującej śmierć męża Annie. Przy jej łóżku w sypialni stoi dyskretny niebieski wazon. To wszystko tworzy niesamowity nastrój, nadając rzeczywistości jakiś odrealniony akcent. A to przecież dopiero początek fascynujących obrazów, jakie przyjdzie nam oglądać.
Historia wygląda mniej więcej tak: nad czteroosobową rodziną Chrisa Nielsena (Robin Williams) ciąży dziwne fatum. Najpierw w wypadku samochodowym ginie dwójka jego dzieci, a w chwilę później on sam. Chris trafia do Nieba, które niczym obrazy namalowane przez jego żonę - jawi się jako kraina tętniąca kolorami, w której każdy moment przypomina pociągnięcie pędzla któregoś z wielkich mistrzów. Bohater spotyka tu inne dusze i po raz kolejny odkrywa moc kobaltowego koloru. Taki właśnie odcień ma niebo nad nim i morskie fale, rozbijające się o jego stopy, a także kwiaty porastające łąki. W taki kolorze nosi sukienkę jedna z jego przewodniczek po Raju, która potem okaże się jego własną córką. Nim Chris zdąży pogodzić się ze swym losem i zaznać spokoju duszy w Niebie - życie odbierze sobie jego żona Annie (Annabella Sciora), która za karę, jako samobójczyni, wyląduje na dnie Piekła. Wówczas główny bohater zdecyduje się podążyć za nią i spróbować ją ocalić.
Tyle, jeśli chodzi o scenariusz. Opowiastka o meandrach życia po śmierci niekoniecznie musi się wszystkim podobać. Ale najmocniejszą stroną tego filmu jest niezwykła, porażająca wręcz warstwa wizualna. Wyobrażenia Nieba i Piekła są fascynujące i wręcz wbijają w fotel, a przy tym nie są zbyt odrealnione i nierzeczywiste. Można wyczuć ich "fizyczność": uczucia i stany, które je tworzą.
Dla usprawiedliwienia wobec miernych (w odczuciu niektórych współoglądaczy) efektów specjalnych i ogólnego wrażenia artystycznego na poziomie "dostateczny plus" dodam tylko, że ten film nakręcono w roku 1998, gdy o "Avatarze" i okularach 3D jeszcze nikt nie słyszał. ;)
doktor_pueblo
No tak, jeśli chodzi o barwy i plastykę to film rzeczywiście jest ładny. Ale scenariusz sprawia, że jest to taki ładny kiczowaty landszaft. I w dodatku nudny jak flaki z olejną ;)
zieba
Hmmm... trudno zrozumieć jak scenariusz może sprawić landszaft, skoro odnosi się do całkiem innej "materii" wyrazu...
Trudno pogodzić mi się z tą krótką krytyką.
Moim zdaniem film kierowany jest do widzów nastawionych bardziej metafizycznie do rzeczywistości. Momentami ckliwy. Ale nigdy nie powiedziałabym, że jest nudny.
Akcja bez migoczących obrazów nie świadczy jeszcze o tym, że nic na ekranie się nie dzieje. Fakt, dla osoby odbierającej rzeczywistość bez zastanowienia, ta forma komunikacji jest nie trafiona i może wydawać się nudna. Ci, którzy lubią tzw. kino akcji, nie odnajdą się w otoczeniu myśli-z natury swej wymagającej czasu i chwili.
doktor_pueblo
No, skoro "odbieram rzeczywistość bez zastanowienia", "lubię tzw. kino akcji" oraz "nie odnajduję się w otoczeniu myśli", to nie ma sensu, żebym Ci odpowiadał. Na przyszłość napisz krócej, że po prostu jestem kretynem. Wiesz, jako osoba "nie odnajdująca się w otoczeniu myśli", mogę nie łapać takich zakamuflowanych aluzji.
lapsus
A propos kretyna - to nie pierwszy raz i pewnie nie ostatni, chyba zdążyłeś się już przyzwyczaić i nabrać grubej skórki ;)
doktor_pueblo
Zdążyłem się już przyzwyczaić i nawet uwierzyć, że coś jest na rzeczy. Tylu ludzi przecież nie może się mylić :P
marylou
Poza tym tytuł 'el mas cabrón del mundo' zobowiązuje ;) Nie dla cabrona otoczenie myśli!
Esme
Doktorze, jeśli się nad tym zastanawiasz, rzuć okiem na pierwszy z brzegu box office. Tylu ludzi może się mylić! :)
Rozumiesz, jako osoba która oceniła Matrix na 9, trochę się solidaryzuje z ludźmi lubiącymi migoczące obrazy. To myślenie, komu ono jest właściwie potrzebne?
doktor_pueblo
Najgorsze, że tak mi się oberwało, mimo że wcale nie dyszę głęboką nienawiścią do tego filmu. Jest ładny, ale hollywoodzki z wszystkimi tego konsekwencjami. Ciekawe co zieba napisałaby o tych uczestnikach dyskusji na forum ENH . Nie chciałbym być w ich skórze ;))
lapsus
Szambo, szkoda gadać ;)
Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook