Filmaster

your movie guide

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

Synu, zaburzasz mi moje zen...

To jedyne zdanie, jakie zapamiętałam z całego filmu. Wybaczcie, ale mam alergię na hasła pod tytułem "Nie pozwolę ci/wam/jej/temu światu (niepotrzebne skreślić) zginąć" albo "Musimy jego/ich/ten system (jw.) przechytrzyć", albo "I kto tu jest tak naprawdę cool?" Nawet jeśli cytaty nie są dosłowne, nie wieszajcie mnie, bo nie chodzi o dosłowność, ale o swobodną interpretację. Zaś druga część "Tronu" to właśnie swobodna trawestacja tychże powiedzonek. Na tyle swobodna, że mógłby to być film pod jakimkolwiek innym tytułem. Z pierwszą częścią niewiele ma wspólnego. I tu pada pierwszy cios.

Teraz będzie lewy sierpowy, bo można się było spodziewać naprawdę o wiele więcej. 27 lat, to szmat czasu, żeby sprawę przemyśleć i dopieścić scenariusz w każdym szczególe. Na szczęście nie wszyscy aktorzy z "jedynki" zdążyli wycofać się: z branży, lub co gorsza powymierać. Udało się więc zaangażować do drugiej części Bridgesa, który został klamrą spinającą oba filmy. Jeśli jeszcze do tego dojdzie postać Lisbergera (reżysera "jedynki"), który maczał paluchy w "dwójce" jako producent wykonawczy, to właściwie można by już zrobić wielkie "UFF!". Technika poszła do przodu, mamy technologię cyfrową, kino 3D, a to ma być opowiastka o świecie wirtualnym - żyć nie umierać! Więc czemu jest do bani??

Pomysł jest taki, że po ćwierć wieku (bo trzeba jakoś wytłumaczyć fakt, że holiłut ociągało się z nakręceniem sikłuela) syn głównego bohatera podąża śladami ojca (który jest już za stary, żeby kręcić piruety niczym wytrawny karateka i ścigać się na świetlnych motocyklach) i też wskakuje do wnętrza sieci komputerowej, gdzie musi stoczyć zażarty bój na śmierć i życie w imię wyższych celów. U boku ma piękną babeczkę i gdzieś w odmętach wirtualnej rzeczywistości odnajduje ojca-staruszka, więc wszystko jest git. W tak doborowym towarzystwie nawet największa szuja niestraszna. Skądś znacie tę historię? To jeszcze dołożę prawym prostym.

Sęk w tym, że do opowiedzenia tej bajeczki niepotrzebna była wcale technologia 3D. Świat w "Dziedzictwie" jest mroczny i wykreowany na tyle dobrze, że doskonale obywa się bez trzeciego wymiaru. Brawa dla animatorów i speców od animacji komputerowej. Po co więc 3D? Chyba tylko po to, żebyś drogi widzu, konający na deskach, zabulił za bilecik podwójną stawkę.

Jeśli jeszcze nie leżycie, to uprzedzam, że teraz nastąpi krótka, ale szybka seria. Aktorstwo jest mierne (nawet Bridgesa), dialogi drewniane (gardłowo-nosowe pochrapywanie Hedlunda z zerową mimiką twarzy jakoś mnie nie bierze), historyjka jakich wiele - w dodatku mało przekonująca. Brak w tej opowieści widma Orwellowskiej wszechobecności Głównego Programu Kontrolnego, który niczym Wielki Brat wiedział o wszystkim, co się działo w systemie. W "dwójce" główny antagonista jest zbyt człowieczy i małostkowy. Łatwo przewidzieć, że felołszip głównych bohaterów w końcu wystrychnie go na dudka. Bo nawet on nie potrafiłby z pewnością odpowiedzieć na pytanie: jak, do cholery, Flynn "wyczarował" w wirtualnym świecie prawdziwego prosiaka na obiad??

PS: Jest w tym filmie coś, co jest absolutnie genialne. Muzyka Daft Punk. To jest właśnie to, co trzyma cię w fotelu do końca projekcji. Nawet, jeśli skrajnie wyczerpany głupotą scenarzystów trzymasz się ostatkiem sił za liny wokół ringu... Litery końcowe, zapala się światło, sędzia doliczył do dziesięciu... Można paść na pysk.

doktor_pueblo doktor_pueblo

Fajny tekst. Film na pewno również. Ciekawe czy przebija Skyline. Muszę sprawdzić!

.

MuadiM MuadiM

super notka

.

Esme Esme

"Zaburzasz mi moje zen" to chyba jedyny oryginalny tekst w tym filmie. Bardzo się cieszę, że tam był. Bez niego byłby to naprawdę smutny Tron.

.

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook